Premiera!
20,00 złDodaj do koszyka
Serdeczny Dar to trzecia książka z serii Dar.
W Gorzkim Darze – pierwszej części trylogii – opowiedziałam o swoich zmaganiach z nieuleczalną
chorobą, jaką jest stwardnienie rozsiane (łac. sclerosis multiplex – SM). To pozytywna książka, odbierana przez czytelników jako antydepresant. Wzięła się z chęci pomocy innym, szczególnie osobom cierpiącym na stwardnienie rozsiane i ich rodzinom, ale także tym, którzy szukają informacji, jak można żyć mimo jarzma choroby. Gdy pisałam Gorzki Dar, choć byłam praktykującą katoliczką, nie rozumiałam istoty wiary. Moja wiara była letnia. Opisując swoje zmagania z chorobą, odkryłam niebywałą obecność Boga w naszym życiu. Im bardziej zbliżałam się do Pana, tym większą miałam świadomość, jak niewiele o Nim wiem.
W Kryształowym Darze – drugiej części trylogii – opowiedziałam o cudownych uzdrowieniach za wstawiennictwem św. siostry Faustyny. Od czasu, gdy tytułowy wazonik trafił do mnie, a później docierał do innych potrzebujących, poczułam się wręcz zaproszona przez św. siostrę Faustynę do kontynuacji jej misji. Chciałam wiedzieć jak najwięcej o Bogu, więc szukałam informacji w książkach i na rekolekcjach. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że osobiście doświadczę obecności żywego Jezusa Chrystusa.
W Serdecznym Darze – trzeciej części trylogii – opisując ciąg dalszy zdarzeń z mojego życia odkryłam, że Bóg obdarzył mnie wieloma łaskami, które również mają wpływ na życie innych. Przez pięć ostatnich lat nastąpił niebywały postęp w moim rozwoju duchowym. Jestem wręcz inną osobą – przemienioną. W tej książce opowiadam o cudownych uzdrowieniach, nawróceniach i o tym, że trudne, bolesne doświadczenia często prowadzą prosto do Boga. Piszę o zawierzeniu. O wierze silniejszej niż strach o życie.
W trylogii zawarłam tylko prawdziwe historie, szczere do bólu. Opisałam historie wyjątkowych ludzi, którzy doświadczyli obecności Boga. Pokazałam sytuacje, w których Duch Święty w sposób autentyczny dotyka, uzdrawia i zmienia nasze życie. Nie mam już cienia wątpliwości co do istnienia na ziemi żywego Pana Jezusa i Matki Bożej, bo widziałam Ich oczami duszy. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że moja wiara z letniej stała się gorąca. Dzięki słowom Jezusa Chrystusa, które zapisała Alicja Lenczewska w książce pt. Świadectwo – wiem, że:
…Obecnie tylko droga dziecięcego oddania uchronić może wiele ludzi od agresji szatana, który rozszerza swe panowanie nad światem… Trzeba rzucić się w Moje ramiona – a Ja powoli będę przemieniał, chronił i prowadził…
Fragment książki:
Rok od mojego uzdrowienia, czułam się doskonale i nadal nie przyjmowałam żadnych tabletek. Jednak pewnej niedzieli obudziłam się z ogromną karuzelą przed oczami. Gdy wstałam, okazało się że mam przerażające zachwiania równowagi. Z trudnością doczłapałam do łazienki. Tam, z całą grozą sytuacji uświadomiłam sobie, że w SM miałam podobne objawy. Wtedy zaczęłam wołać:
– Duchu Święty, przecież jestem uzdrowiona przez samego Jezusa Chrystusa, to niemożliwe, żebym miała takie objawy, zabierz ode mnie tego ducha choroby! To przecież niemożliwe, żebym tak się czuła! Przecież jestem cudownie uzdrowiona!
Gdy wróciłam z trudem do łóżka, nadal powtarzałam te słowa. Po chwili usłyszałam huk. Byłam przekonana, że nasze psy lub koty coś zrzuciły. Obudziłam męża, by sprawdził, co się stało. Gdy zszedł na dół, zobaczył w przedpokoju, przy drzwiach wejściowych, leżący na podłodze wielki, ciężki obraz z kwiatami, który przywieźliśmy z Bali. Był nieuszkodzony. Haki, na których wisiał, nadal tkwiły w ścianie. Tak jakby ktoś podniósł obraz do góry i zdjął. Zarówno obraz, jak i ramy były nienaruszone. W chwili, gdy usłyszałam huk, moje dolegliwości w jednej sekundzie ustąpiły. Myślę, że to Duch Święty z tak dużą siłą wyrzucił ducha choroby, że ten po drodze do drzwi zdążył jeszcze zrzucić obraz. Odbieram to zdarzenie jako swego rodzaju test wiary.
Miesiąc później wydarzyła się podobna sytuacja. Rano w łóżku poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Bałam się, że to zawał, choć w SM również zdarzają się takie spastyczne bóle. Nie byłam w stanie krzyknąć do męża, który na dole pił poranną kawę. Modliłam się jedynie do Ducha Świętego o pomoc. Na szczęście miałam w łóżku telefon, wzięłam więc go do ręki, by zadzwonić. Gdy mówiłam, że mnie boli, usłyszałam huk i trzask. Mąż przybiegł przerażony i opisał, co przed chwilą się wydarzyło:
– Trzymałem w ręku szklankę z resztką zimnej kawy, którą w jednej chwili rozerwało na drobniutkie kawałeczki tak, jakby ktoś w nią włożył granat.
Ból skończył się w jednej chwili. Z pewnością tak jak poprzednio Pan wyrzucił ducha choroby, który po drodze na dół, trafił na męża i potłukł szklankę.
Już kilkakrotnie w trakcie rekolekcji słyszałam, że w przypadku uzdrowienia, bardzo istotne jest nie tylko otrzymanie, ale i utrzymanie tego daru. To znaczy, że wiara zarówno przed uzdrowieniem przez Boga, jak i później, musi być silna. W takich sytuacjach, jakie wcześniej opisałam, z małą wiarą mógłby nastąpić powrót problemu. Choroby przecież nie pochodzą od Boga i mimo uzdrowienia przez Pana, Zły nadal próbuje atakować i udowadniać swą potęgę. Dlatego tak ważne jest, by cielesne uzdrowienie było poprzedzone uzdrowieniem duchowym. W krytycznych chwilach ta łaska pozwala jednoznacznie opowiedzieć się za wiarą i utrzymać uzdrowienie.
Dziś spowiadałam się w konfesjonale, w którym przed dwoma laty odbyło się moje pierwsze niezwykłe wyznanie grzechów. Ksiądz powiedział wtedy:
– Pan Bóg cię błogosławi i ty błogosław innych… Użyj swoich rąk i błogosław innych…
(Tę historię opisałam w „Kryształowym Darze” w rozdziale „Niezwykła spowiedź”). Tak samo jak wtedy, dziś też nie czułam zażenowania, a wręcz przeciwnie byłam dziwnie spokojna i wręcz rozanielona. Ksiądz powiedział:
– Bóg zsyła na ciebie Ducha Świętego i wylewa na ciebie bezmiar Bożej Miłości.
To było poruszające. Gdy całowałam stułę, kapłan wychylił się i z uwagą mi się przyglądał. Myślę, że sam był zaskoczony tym, co powiedział. Wierzę, że w tym momencie ksiądz był narzędziem w ręku Boga, a Pan Jezus posłużył się jego ustami i strunami głosowymi, tak jak to odbywa się w trakcie sakramentu pokuty.
Serdeczny dar – bardzo mi się podobała książka . Tyle Pani daje wiary drugiemu człowiekowi żeby się nie poddawać tylko walczyć do końca, nie tracić nadziei tylko bezgranicznie ufać Panu Bogu .To od Pani można wiele brać przykładu I uczyć się Pani wiara jest tak silna kilka razy się wzruszyłam tyle Pani daje ludziom odwagi żeby się nie załamywać mimo ciężkich sytuacji życiowych. Dziękuje serdecznie za książkę I dedykacje .